IMG_1968ab

Nadejście nowego roku to dobry czas na podsumowanie mijającego. Wzorem najpopularniejszych portali muzycznych, czasem się z nimi zgadzając, a czasem wręcz przeciwnie, postanowiłam przygotować swój własny, subiektywny ranking najlepszych płyt 2015 roku. Kryteria były różne – największa liczba odsłuchań, ulubiona piosenka, zaskoczenie roku, duże emocje przy odsłuchiwaniu materiału, kompozycja, teksty, całokształt, techniczne dopracowanie…

Przedstawiam Wam 10 płyt, które wywarły na mnie największe wrażenie w minionym roku.  

 

  1. Mjut „9”

Zespół Mjut to jedno z moich odkryć roku, choć odkryć bardzo późnych, bo wpadłam na nich w okolicach listopada. Kiedy dowiedziałam się, że to TEN zespół, i że grają w Od Nowie w dniu koncertu Ciechowski Spotkanie z Legendą na Jordankach, myślałam, że się rozpłaczę. Na pocieszenie przyszła jedynie wiadomość, że mają całą płytę i mogę jej słuchać do woli. Mjut poznałam jako jeden zespołów ze ścieżki dźwiękowej serialu „Aż po sufit” TVN (Swoją drogą, muzyka z niego jest fantastyczna i poruszająca, czy ktoś mógłby wpaść na pomysł wydania tego soundtracku na CD? Szukanie niektórych numerów zajmowało mi tygodnie, a i tak nie skompletowałam wszystkiego).

Energia, gitarowe granie i poruszające teksty. Jestem strasznie ciekawa, jak wypadają na żywo. Ich koncert to jedno z „must see” roku 2016.

Ulubione:
    03. Tyle ile chcę
    07. Puść go
    04. Wszyscy ludzie i ja

 

  1. Oly „Home”

Płytę Oly kupiłam trochę w ciemno, zachęcona duetem z Fismollem, dwoma singlami, wytwórnią i rekomendacjami znajomych. I nie żałuję. To spokojna, delikatna i odprężająca płyta, do której lubię wracać w leniwe wieczory.

Spokój, odprężenie, subtelność i pogoda ducha.

Ulubione:
    04. Rainhill
    09. The loneliest whale on earth
    08. Cemeteries of lights

 

  1. Leski „Splot”

Przesłuchałam płytę Leskiego, na którego temat słyszałam wiele pozytywnych opinii od moich znajomych. Pomyślałam, że to dobra płyta, ale nie porwała mnie jakoś specjalnie. Traf chciał, że Leski miał grać w Toruniu i postanowiłam wybrać się z ciekawości. Usłyszenie tego materiału na żywo kompletnie zmieniło moje postrzeganie, pozornie prostych, piosenek Leskiego. Klimat koncertu sprawił, że sięgnęłam po ten krążek jeszcze wiele razy.

Trochę indie, trochę folku, gitary, proste melodie, delikatne granie.

Ulubione:
    10. Lepiej wcale
    08. Było
    05. Bliżej

 

  1. The Rookles „Open Space”

Zespół The Rookles znam bardzo długo, co niestety nie przełożyło się na ilość ich koncertów, na których się pojawiłam. Klątwę tę przełamałam dopiero niedawno i większości utworów z debiutanckiej płyty nie znałam wcześniej. Krążek wciąga słuchacza od pierwszej minuty, a swą energicznością nie pozwala usiedzieć w miejscu. Płyta jest do tego perfekcyjnie dopracowana, a w nagraniach słychać pasję zespołu do wykonywanej przez nich muzyki. Czekam niecierpliwie, aż ich numery podbiją listy przebojów.

Niesamowita energia, żywiołowe granie, wciągająca muzyka, ciekawe formy utworów, doskonałe kompozycje. Rock’n’roll we współczesnej postaci.

Ulubione:
    05. Slide it like a man
    07. And I’ll be there for you
    02. I follow you girl

Recenzja „Open Space” na Uwolnij Muzykę!: http://www.uwolnijmuzyke.pl/the-rookles-open-space

Fotorelacja z koncertu promującego płytę: http://angelaplichfoto.pl/otwarta-przestrzen-the-rookles/

 

  1. Dawid Podsiadło „Annoyance and disappiontment”

Wiedziałam, że to będzie dobra płyta. Wszyscy wiedzieli. Jest jednak trochę inna, niż się spodziewałam. Ale to dobrze, nie jest powieleniem debiutu. Dawid rozwinął się i poszedł „w dobrą stronę”. Moje pierwsze reakcje, jeszcze w trakcie słuchania, to „jest dobrze, bardzo dobrze”. To nie jest krążek powalający słuchacza na kolana od pierwszego dźwięku, ale to nie wada! To ten rodzaj płyty, która powoli oplata słuchacza swoim klimatem i pokazuje coraz to nowe smaczki w trakcie wsłuchiwania się w nią. Uzależnia coraz bardziej z każdym kółkiem w odtwarzaczu.

Dojrzałość, emocjonalność, radość, wciągające melodie.

Ulubione:
    04. Pastempomat
    02. Forest
    10. Son of Analog

 

  1. Hanza „Bądź co bądź, pochopne wnioski”

To niesamowite uczucie, wziąć do ręki album zespołu, który zna się od pierwszego koncertu. Kiedy zna się materiał parę lat, jedne piosenki dłużej, inne krócej, widzi się jak się rozwijają, jak zespół się dogrywa, jak zmienia się brzmienie, jak odnosi pierwsze sukcesy… I nagle można włożyć do odtwarzacza ich debiutanckie CD. Najważniejsze jest to, że słyszy się wtedy coś fantastycznego. Płytę, która brzmi jak grana na żywo, za zachowaniem energii, chemii wewnątrz zespołu i szaleństwa scenicznego.

Ogromna i pozytywna energia, płyta porywająca, nie da się przy niej usiedzieć, chciałoby się skakać. Aranżacyjnie i technicznie dopieszczony każdy detal, od wokalu, przez linię basu, po drobiazgi. Światowy poziom, chłopaki. Serio. :)

Ulubione:
    05. Nieskładalny
    02. 87
    03. (You Shot the) Girl!

Fotorelacja z koncertu promującego płytę: http://angelaplichfoto.pl/badz-co-badz-hanza/

 

  1. Fismoll „Box of feathers”

To płyta, po którą pobiegłam do sklepu w dniu premiery. Znając poprzedni krążek Fismolla, którego słuchanie wprowadza moją duszę w stan spokoju i ukojenia, nie mogłam się doczekać kolejnej opowieści, jaką przygotował wraz z drugim krążkiem. A przygotował kolejny piękny, baśniowy świat.

Spokój, ukojenie, magia, baśnie, opowieść, emocjonalność, radość, zachwyt nad pięknem świata.

Ulubione:
    02. Tales
    05. Let me breathe my sigh
    04. Holy Ground

Wywiad z Fismollem na Spod Kopca: http://spodkopca.pl/fismoll/

 

  1. Neony „Uniform”

Zespół Neony poznałam niedługo po wydaniu ich pierwszej płyty, kiedy grali w Toruniu. Koncert mi się spodobał,CD kupiłam i… na tym się skończyło. Kiedy znajomi zaczęli się zachwycać ich nowym krążkiem włączyłam i przepadłam. „To ktoś jeszcze tak gra?!” – było moją reakcją po pierwszych kilku utworach. Jak? Tak brytyjsko, tak indie-rockowo, a zarazem alternatywnie.

Brytyjskość, gitary, indie, energia, szaleństwo.

Ulubione:
    01. Niebieskie światło
    05. Pierwszy krok w chmurach
    03. Plac zabaw

 

  1. Lilly Hates Roses „Mokotów”

Długo zastanawiałam się, czy umieścić „Mokotów” na pierwszym czy drugim miejscu. Zostało drugie, lecz album ten zrobił bezapelacyjnie największą ilość kółek w moim odtwarzaczu w 2015 roku. I zrobi zapewne jeszcze wiele w 2016. Duet Lilly Hates Roses znałam z pierwszej płyty i kojarzyłam ze „smętnego”, akustycznego grania. Kiedy usłyszałam „Mokotów” – zapętliłam. Nie dowierzałam, że to ten sam zespół. Płyta była dla mnie zagadką, okazała się cała utrzymana w tym klimacie, co singiel, i towarzyszyła mi przez długie letnie miesiące.

Pozytywna energia, radość, poprawianie mi humoru lub podtrzymywanie tego już dobrego, lato, ciepło, dobra zabawa.

Ulubione:
    04. Mokotów
    06. L.A.S.
    10. Eternal

 

  1. Marcelina – „Gonić Burzę” –> Angeli PŁYTA ROKU 2015

Marcelinę znam długo i lubię długo. Sympatyczna dziewczyna z radosnymi, a czasem wzruszającymi piosenkami. Piosenkami przyjemnymi i idealnymi na wiosenną radość. Podobnego klimatu spodziewałam się po nowym singlu i płycie. I wtedy wcisnęłam przycisk play przy klipie do utworu „Nie mogę zasnąć”. Mocne, gitarowe i basowe granie, zadziorny wokal, energia, charyzma. Wow! Długo nie mogłam zebrać szczęki z podłogi i uwierzyć, że to ta sama dziewczyna! Nadszedł długi czas oczekiwania na płytę. Czy będzie w takim samym klimacie jak singiel? Była. I jest. Emocjonalność Marceliny zawarta na tym krążku trafiła w sam środek mojego stanu ducha. :)

Moc, gitary, brudne granie, energia, zadziorność, emocjonalność, teksty.

Ulubione:
    11. Nie odprowadzaj
    07. Nie mogę zasnąć
    04. Już szepczą mewy

Przypominam – to zestawienie jest moją subiektywną opinią. Reklamacji nie uwzględnia się 😉

[fot. Angelika Plich]